“Uciekinier biegnie przez las. W tym samym czasie, nie spotykając go, mała dziewczynka dorasta i odkrywa życie. Połączy ich krew: krew śmierci i krew dojrzewania.”
Wiosna według Hanouna to nie pora radosnego odrodzenia, a brutalny moment przejścia. “Le Printemps” jest bowiem filmem o wejściu dziewczynki w dorosłość, wtajemniczeniu w porządek kobiecości, śmierci, okrucieństwa i winy. W świat, w którym rzeczy pozornie proste stają się trudne i niejednoznaczne. Hanoun posuwa się daleko – zestawia jej losy z historią tajemniczego przestępcy-uciekiniera. Ich drogi nigdy się nie przecinają, łączy ich jednak – jak mówi synopsis – krew śmierci i krew dojrzewania.
Film od początku umieszcza bohaterów w różnych wymiarach czasu. Podczas gdy mężczyzna szuka schronienia w lesie, młoda bohaterka, Anne, siedzi w kuchni i słucha babci śpiewającej piosenkę. Zegary odmierzają linearny czas historii, a obecne w domu artefakty – strzelba na ścianie czy obraz przedstawiający żołnierzy – przechowują jej materialne ślady.
Kiedy o tym myślę,
moje serce staje się trochę jak gąbka,
którą zanurzasz w otchłani pełnej siarki,
gdzie cierpisz z powodu tak smutnych cierpień, że
kiedy o tym myślę,
moje serce staje się trochę jak gąbka (…)
Mała Anne pyta, jak kończy się piosenka. Babcia odpowiada: „Ona się nie kończy”. Przeszłość nie znika wraz z upływem czasu, lecz powraca jako uczucie, którego nie sposób do końca nazwać i od którego nie da się uciec. W tym świecie dorasta dziewczynka: jako ktoś, kto od pierwszych chwil nasiąka rzeczywistością, w której życie i dojrzewanie są już otoczone śladami śmierci. Jej świat wypełniony jest starymi przedmiotami niosącymi historie, zegarami, pieśnią babci o niewypowiedzianym cierpieniu. Jest to jednak czas rozwoju: Anne zaczyna poznawać siebie, swoje ciało i otaczający ją świat. Odkrywa swoją seksualność, po raz pierwszy przyglądając się swojemu nagiemu ciału. To czas skierowany ku przyszłości. Czas, w którym doświadczasz czegoś po raz pierwszy. Inaczej jest z uciekinierem: ten wydaje się uwięziony w tym, co minione, a jego teraźniejszość nieustannie przenikają obrazy przeszłości i traumy. Przejeżdżający pociąg czy samolot rozdzierający niebo powracają jak ślady doświadczeń, od których nie potrafi się uwolnić.
Jednak z pozoru niewinne losy dziewczynki pokazują nam w rzeczywistości różne oblicza dorosłości. Dziewczynka inscenizuje swoją wizję dorosłego życia, zakładając maskę przed lustrem i przeklinając z papierosem w dłoni. Przymierza gesty, zachowania i pozory. Dorosłość staje się tu czymś, co można odegrać i przetestować, zanim stanie się nieuniknionym doświadczeniem. Obserwuje swoją babcię, która beznamiętnie obdziera ze skóry królika i wycina jego wnętrzności. Anne konfrontuje się z prostą sprzecznością: skoro zabijanie jest czymś złym, jak pogodzić to z faktem, że robi to jej babcia? Aż w końcu posuwa się dalej: ze łzami w oczach zabija małą rybkę, by następnie obarczyć za to winą swojego brata. To nie jest już dziecięca prostota i niewinność. To wejście w świat, w którym można czuć i krzywdzić jednocześnie. To wejście w nowy porządek, w którym dozwolone jest okrucieństwo i niesprawiedliwość.
Hanoun zestawia dziewczynkę, która poznaje świat, z mężczyzną, który od tego świata ucieka. Reżyser na nowo opowiada o współistnieniu dwóch sił – siły miłości i życia z siłą śmierci – Erosa i Tanatosa. Pozornie wykluczających się żywiołów, które przenikają się, wpisane w życie człowieka. A pomiędzy tymi siłami sytuuje szekspirowską Ofelię – postać graniczną. To właśnie o niej w jednej ze scen słyszy Anne podczas lekcji w szkole. W przywołanym przez nauczycielkę fragmencie Ofelia unosi się na wodzie niczym lilia, zawieszona między życiem a śmiercią, rysująca obraz szaleństwa i rozpaczy. Jej postać powraca w sennej sylwetce panny młodej, która w desperackiej ucieczce skacze do rzeki. Aż ostatecznie obserwujemy rytuał przejścia Anne: jej leżące bezwładnie ciało zostaje “zabrane” ze świata dzieciństwa. Widzimy jak z onirycznej, sennej przestrzeni wynosi je nieznany mężczyzna – jak gdyby przenosząc ją z jednego stanu istnienia w drugi. A gdzieś w równoległej rzeczywistości uciekinier staje twarzą w twarz ze swoim wyrokiem.
Wiosna Hanouna nie jest beztroska. Jest gwałtowna, fizyczna, niepokojąca. To czas topnienia, płodności i niestabilności. To moment, w którym ciało zaczyna żyć intensywniej, przelewa krew – tę, która inicjuje, i tę, która oznacza śmierć.
Film powstał w szczególnym dla Francji momencie – zaledwie dwa lata po wydarzeniach maja 1968 roku, które zapoczątkowały głębokie przemiany społeczne. Zwłaszcza rewolucja seksualna ma tu swoje odbicie – w “Le Printemps” napięcia przesunięte zostają na doświadczenie jednostki, jej ciała, intymności, seksualności. To właśnie w tym kontekście należy umieścić film Hanouna: nie jako bezpośredni komentarz polityczny, lecz jako część szerszego, post-rewolucyjnego przepracowywania świata, w którym dawne normy tracą swoją oczywistość, a nowe dopiero się kształtują.

